środa, 6 czerwca 2012

Ważny dzień

Dzisiejszy dzień był dla Sebastiana bardzo ważny i emocjonujący.
Oto dziś po raz pierwszy poszedł do przedszkola.
Nie muszę chyba wspominać, że 100 razy bardziej on niego przejęta byłam ja. Nawet z tego wszystkiego zapomniałam o wczorajszym wpisie na blogu :)

Nektórzy może pamiętają, że państwowe przedszkole do którego dostał się Sebastian nas nie zachwyciło. Przede wszystkim podejściem do nas i do dziecka, oraz brakiem podstawowej nawet dozy przychylności, zrozumienia i zainteresowania. 

Tymczasem okazało się, że prywatne przedszkole, do krórego Sebuś uczęszczał do grupy żłobkowej jeszcze zanim dowiedzieliśmy się że jest chory na SMA, będzie otwierało oddział integracyjny.
Będzie nowy budynek, całkowicie dostosowany dla niepełnosprawnych dzieci.

Pojechaliśmy więc tam z Sebastiankiem w poniedziałek aby wszystko obejrzeć i dowiedzieć się, jak to będzie wyglądało od września i... zostaliśmy :)

Pani dyrektor i panie przedszkolanki cierpliwie nam wszystko objaśniały, mówiły, jak to będzie wyglądało, oglądaliśmy sale i zabawki.
Generalnie stwierdziłam, że tu właśnie Sebek bedzie chodził od września. 
Grupy są maksymalnie 10-osobowe, do tego dwie panie no i dodatkowo jedna pani dla Sebastianka.


Wczoraj pojechałam juz sama po papiery.
Pani wychowawczyni rozmawiała ze mną chyba z godzinę, pytała jak Sebastian ma siedzieć, jak rysować, jak się bawić, co lubi robić, na co zwracać uwagę przy opiece nad nim itp itd.
Jednym słowem - moim zdaniem tak to powinno wyglądać.

Po przemyśleniu sprawy panie stwierdziły, że w zasadzie dopóki nie zostanie zatrudniona dodatkowa wychowawczyni, oraz mimo jeszcze nie zlikwidowanych barier architektonicznych, Sebastianek może przychodzić na parę godzin już teraz i że powinny dać radę we dwie. Stwierdziły też, że pomimo iż w obecnym budynku nie wszystko jest do końca przystosowane dla niepełnosprawnych, a stołówka jest na 1 piętrze bez windy, jakos dadzą radę.

Okazuje się, że przedszkole może być integracyjne nawet wtedy, gdy trzeba Sebastiana wnosić po schodach na posiłki, czasem pomóc mu przejechać przez próg i w którym nie ma wydzielonej sali do rehabilitacji.
Jest za to pozytywne nastawienie i zaangażowanie, oraz nie szukanie problemów tam, gdzie ich nie ma.
W związku z powyższym postanowiłam sprobować.

Sebastian był tak podekscytowany, że postanowiłam zrezygnować dziś z ćwiczeń i oddać go na próbne 2 godziny, żeby zobaczyć, jak to wyjdzie.

Wczoraj wieczorem zaliczyliśmy więc jeszcze szybkie zakupy przedszkolnej wyprawki.

Ja tak się przejęłam, że nie mogłam zasnąć do 4.30 i właściwie zasnęłam, kiedy już na dworze śpiewały ptaki. Niestety nie mogę zacytować publicznie komentarza mojego męża na ten temat ;)

No a dziś w pełni zwarci i gotowi zawitaliśmy do grupy "Misiaków".

Niestety nie zdążyłam się pożegnać z Sebastianem, ponieważ jak tylko pani otworzyła drzwi, moje dziecko  w sekundę zniknęło za dzwiami i nawet nie raczyło się za mną obejrzeć.

Kiedy przyjechałam go odebrać po dwóch godzinach, pani zdała mi szczegółową relację, Sebastian machał przeszczęśliwy swoimi pracami i opowiadał tak przejęty wszystkie przygody na raz, że niczego nie zrozumiałam :)

Natomist kiedy tylko "ciocia" zamknęła drzwi sali, nagle humor się zmienił, Sebek przytulił się i prawie się popłakał.
Już myślałam, że jednak nie wszystko było ok, ale po chwili okazało się, że Sebastian się na mnie obraził i chce mu się płakać bo... przyszłam go odebrać :)

W związku z tym stanowczo oświadczył, że w piątek w żadnym wypadku mam go nie odbierać przed obiadem.

Zobaczymy co będzie dalej, na tą chwilę jestem zachwycona :)


1 komentarz: