środa, 17 września 2014

Techniki przenoszenia

Nie wiem, czy już wspominałam, ale uwielbiam Fundację Aktywnej Rehabilitacji, głównie za to, że istnieje :)
Oraz za to, że dzięki FAR mamy super zajęcia na wózkach zarówno dla dzieciaków jak i dla ich rodziców, za aktywizację doroslych niepełnosprawnych, za to, że poskramiają moje nieustające odruchy nadopikuńczości i próby - często nieświadome - zamykania Sebastiana w złotej klatce i szkodzenia mu poprzez wyręczanie go we wszystkim.

A od zeszłego tygodnia mam jeszcze jeden powód do podziękowań :)

W środę Asia z FAR przyjechała do naszego przedszkola, aby przeszkolić ciocie opiekujące się Sebkiem w zakresie technik przenoszenia, ale nie tylko.
W skrócie - aby opieka nas Sebastianem była bezpieczniejsza, efektywniejsza i jak najmniej problemowa zarówno dla nich jak i dla Sebastiana.

Ponieważ przetrzymywałam Sebastiana w domu już od prawie 2 tygodni ze względu na kataro-kaszle, antybiotyki i inne tego typu atrakcje, do przedszkola poszliśmy specjalnie na szkolenie.

Ci, którzy śledzą naszego bloga, pewnie domyślają się dalszego ciągu :)

Tak, tak, niespodzianek nie było.
Sebastian po dwóch tygodniach siedzenia w domu jedyne co chciał robić, to bawić się przedszkolnymi zabawkami, zero współpracy, zero szans na pokazanie ciociom czego nauczył się na FAR-owych zajęciach...

W związku z powyższym głównym modelem do ćwiczeń stałam się ja,

Biedne ciocie dźwigały mnie więc w te i z powrotem, a przy okazji nie było problemu z określeniem, czy porzy podnoszeniu mnie czują plecy = nieprawidłowo, czy nogi = prawidłowo :)




niedziela, 14 września 2014

Weekend


Cudowne słoneczko i rodzinka w komplecie = fantastyczny weekend  
Weekendowy bonus - sesja zdjęciowa pt. "Kasia w wiadrze" zainspirowana przez Sebastiana

















poniedziałek, 8 września 2014

Weekend ze SMA-kiem 2014_(tpsw)

Mija czas, ale nie mijają emocje związane z Weekendem ze SMA-kiem :)

TPSW, które towarzyszyło nam przez całe 2 dni stanęło na wysokości zadania i oto efekt:
Super fotorelacja z cudownych współnych dwóch dni.

Obejrzyjcie koniecznie :)

sobota, 6 września 2014

Z zasady nie pomagam

Taka oto sytuacja.

Zadzwoniła do mnie pewna osoba, z pewnym pomysłem na akcję wsparcia dla Fundacji SMA.
Akcja bardzo fajna, z tym, że zakłada udział kogoś znanego, celem żetak powiem lepszego PR ;)

Nie myśląc długo, zadzwoniłam do menagera pewnego bardzo znanego zespołu czy też wykonawcy, który że tak powiem przyszedł mi do głowy.
Ludzie młodzi, fajni, sympatyczni.

Od razu powiem, że nie liczyłam na szczególny zapał z ich strony, zdając sobie sprawę, że takich zapytań mają pewnie dużo, że zarobieni i że nie wiedzą o co chodzi.

Jednak zamiast tego typu tłumaczeń usłyszałam coś, co dotarło do mojej głowy dziś rano.

A mianowicie: "Nasi artyści nie bawią się w tego typu rzeczy i z zasady nie pomagają". 

Podziękowałam gdzecznie i się rozłączyłam, ale dziś od rana nie daje mi to spokoju.

To znaczy - wydawało mi się, że ludzie fajni, sympatyczni i na topie pomagają z zasady, tylko na przykład nie nam ;)
Jakoś większość ludzi których znam z zasady pomaga, lub chce pomagać, lub też pomagało jak było w wieku bozyszczy tłumów będących przedmiotem moich dzisiejszych wypocin.

Posiadanie zasady nie pomagania nikomu, jest że tak powiem sprawiedliwe względem potrzebujących pomocy, jednak do mnie dość egzotyczne, czemu daję wyraz tym oto wpisem.

Trochęmiałam wątpliwości, czy umieszczać ten wpis na blogu, boirąc pod uwagę, że pomysł dalej uważam za fajny i że w dalszym ciągu bardzo, bardzo chciałabym spotkać fajnego, sławnego wokalistę czy też woklaistkę lub najlepiej cały zespół, który gotowy byłby nas wesprzeć medialnie.

Ale z niepoprawności politycznej, podobnie jak z pomagania nigdy się chyba nie wyrasta ;)



wtorek, 2 września 2014

Udało się :)

Weekend ze SMA-kiem 2014 za nami.
Już parę razy siadałam do komputera i próbowałam opisać to, co się tam działo, ale działo się tyle, że nie jestem w stanie zebrać myśli.

Po pierwsze  i najważniejsze - konferencja się odbyła, co wcale nie było takie pewne, biorąc pod uwagę to, ile działo się przez ten rok w życiu każdego z nas.
Tym razem największe podziękowania należą się Kacprowi, bez niego naprawdę by się nie udało.

Do Fundacji dołączyła Gosia, która swoim wielkim doświadczeniem i zaangażowaniem w sprawy SMA (zresztą już od kilu lat) sprawiła, że Fundacja ma szanse jasno i konkretnie określać i realizować cele.

No i co tu pisać dalej?
No po prostu było bosko.

Staraliśmy się jak mogliśmy, daliśmy z siebie wszystko, zrobiliśmy to tak, jak najlepiej potrafiliśmy.

Tym razem nie będzie fotorelacji, ponieważ w biegu i konferencyjnym szale nie udało mi się zrobić Sebastianowi ani jednego zdjęcia.
Zresztą było to technicznie prawie niemożliwe, ponieważ mój syn na dźwięk swojego imienia natychmiast przyśpieszał na swoim wózku elektrycznym i w sekundę znikał za horyzontem :)

Jest za to jedno zdjęcie, które mówi więcej niż tysiąc innych zdjęć:


Pamiętam, że kiedy Sebastian został zdiagnozowany, z zazdrością patrzyłam na europejskie i amerykańskie strony internetowe, na których były podobne zdjęcia z roześmianymi, szczęśliwymi dzieciakami i rodzicami chorymi na SMA, którzy spotykali się na wspólnych zjazdach.

I razem z Kacprem i Gosią dokonaliśmy czegoś, co wydawało się teoretycznie niemożliwe - teraz sami mamy takie zdjęcie, a inni mogą czerpać z nas inspirację.

Oczywiście jak zwykle nie zawiedli nas FAR i TPSW, dzięki ich pomocy wszystko się udało.
Dziękuję też wszystkim fantastycznym wolontariuszom, którzy dzielnie byli z nami :)

Chciałabym jeszcze raz podziękować jednej osobie, która nie chciała nigdy być wymieniana z imienia i nazwiska, a dzięki której wszystko się zaczęło.
To dzięki jej życzliwości, a przede wszystkim wielkiemu sercu odbył się ubiegłoroczny zjazd, co pociągnęło za sobą lawinę wydarzeń i wiarę w to, że jak się chce, to można.


Nigdy nie zapomnę, że zaczęło się dzięki Sobieniom :)
I Wy też nigdy nie zapomnijcie tej nazwy :)

A jeśli chodzi o moje osobiste przygody podczas konferencji?

No cóż, jak już wspomniałam, Sebastiana widziałam tylko jako przelatującą co jakiś czas przed moimi oczami zielona poświatę, wnioskuję więc, że mu się podobało.
Jako, że jest bardzo operatywny, ponieważ ja nie zapisałam go (wstyd się przyznać) na badania mimiczne mięśni twarzy, postanowił zapisać się na nie sam i w pewnym momencie znalazłam go na jednym z łóżek rehabilitacyjnych wspaniale współpracującego z fizjoterapeutami.

To dla mnie pewna nowość, bo zazwyczaj zaciągnięcie go do lekarza to nie lada wyczyn ;)

Moje drugie dzieko, czyli Kasia również stanęła na wysokości zadania, była bardzo grzeczna, współpracująca i uśmiechnięta, a dzięki mojej nieocenionej Teściowej mogłyśmy się widzieć w zasadzie tylko na karmieniu :)

Trochę chaotyczna ta moja relacja, ale też w głowie mam jeszcze pokonferencyjny chaos, bo emocji było naprawdę wiele.

W ubieglym roku wszyscy żegnając się ze mną mówili "do zobaczenia za rok" i udało się...
W tym roku żegnaliście nas podobnie, więc zrobimy wszystko, aby w przyszłym roku również zobaczyć się w jeszcze większym gronie :)

Dziękujemy :)

środa, 27 sierpnia 2014

Weekend ze SMA-kiem 2014

Z ogromną radością zapraszamy na konferencję poświęconą rdzeniowemu zanikowi mięśni pt.

Termin: 30-31 sierpnia 2014 r.

Program tegorocznej Konferencji jest równie bogaty i intensywny jak rok temu, choć tym razem zamierzamy nieco przesunąć akcent i podrążyć tematy, na które w zeszłym roku zabrakło czasu.



środa, 13 sierpnia 2014

Trochę się działo

Biję się w piersi i przepraszam - trochę się z tym pisaniem rozleniwiłam.
Po pierwsze - mega upał.
Po drugie - dwójka dzieci wymaga jednak pewnego przyzwyczajenia się do sytuacji i reorganizacji życia codziennego.
Po trzecie - wakacje :)

Wakacje co prawda że tak powiem "na działce" i to raczej w kratkę, bo baaardzo mocno przeplatane pracą i dmiem codziennym, no ale zawsze.
Poza tym ograniczony dostęp do netu oraz jeszcze bardziej ograniczony dostęp do snu...

Tak czy inaczej - żyjemy i mamy się dobrze :)

Na potwierdzenie tych informacji fotki dokumentujące rzeczywistość:

1. Kasia.
Niech Was nie zmyli uśmiech leżącej grzecznie w foteliku Kasi.
Ona się uśmiecha na widok wyciągniętych po nią rąk....
W przypadku pozostawania w foteliku dłużej niż 3 sekundy, włączają się syreny alarmowe oraz uaktywniają się pompy wodne zalewając poliki krokodylimi łzami :)


2. Kasia i Sebastian + Amik
Fantastyczne rodzeństwo, a w tle najczęściej ostatnio używana rzecz, czyli torba podróżna, którą rozpakowywuję i zapakowywuję średio 5 razy dziennie :)
Rodzeństwo jest do siebie bardzo podobne, zwłaszcza z zachowania - albo oboje są grzeczni, albo oboje na raz i w tej sekundzie chcą jeść/pić/siku/na ręce/itp./itd.
Przyzwyczajam się powoli :)
Amikchwilowo będący z nami przez parę dni umila nam czas tarzając się w błocie i wycierając o wszystkie możliwe łóżka, wykładziny, prześcieradła i kanapy, dziwnym trafem łatwo zmywalne powierzchnie omijając z daleka.


To w telegraficznym skrócie, reszta jak się ogarnę, czyli - mam takie marzenie - jutro :)


środa, 16 lipca 2014

Szczepienia

Wczoraj byliśmy na szczepieniach.
Postanowiliśmy ogarnąć naszą dwójkę razem. 

Dzień przed szczepieniami zaczęłam delikatnie rozmawiać z Sebastianem.
Chodziło głównie o to, żeby mój panikarz nie umierał ze strachu i jakoś przeżył tą niemiłą przygodę.

- Sebastianku, jutro jak pójdziemy na szczepienie, musisz być dzielny, żeby pokazać Kasi, że jesteś odważny i żeby Kasia się nie ała i nie płakała, dobrze?
- Nie.

Jak powiedział, tak zrobił.
Lejące się łzy, rozpacz i krzyki, nie pomogło nawet poobklejanie się naklejkami "Dzielny pacjent".
Potem dochodzenie do siebie przez pół godziny, oglądanie miejsca ukłucia i komisyjne odrywanie plasterków.

A co na to Kasia?
2 szczepionki w nogi bardzo jej się podobały, szczepionka na rotawirusy - przepyszna.

....


piątek, 11 lipca 2014

Wrócili!

Wrócili!
Cali, zdrowi, uśmiechnięci i nieprzyzwoicie opaleni :) My z Kasią białe jak ściana, ale w planach mamy nadrobienie strat :)

Póki co objeżdżamy całą utęsknioną rodzinkę. Mąż nadrabia zaleglości w pracy a ja trenuję wpakowywanie i wypakowywanie mojej uroczej dwójki do samochodu, z samochodu, do windy, z winy, do sklepu, ze sklepu... 
Idzie nam coraz lepiej, a dziś pomagał nam Amiczek - umył dzieciaki swoim psim jęzorkiem :) 




środa, 9 lipca 2014

Quiz okolicznościowy

Wiem, że nie powinnam.
Wiem, że wszyscy wiedzą jak to u nas wygląda i że już się powinniśmy przyzwyczaić i że jest jak jest i że się powinnam cieszyć, że mieszkam w Warszawie bo inni mają jeszcze gorzej i że dodatkowo muszą przechodzić przez to samo tylko jeszcze spędzać parę godzin w podróży.

No ale nie mogę.

Napiszę tylko 3 magiczne słowa: Centrum Zdrowia Dziecka.

Wiadomo o co chodzi?
No wiadomo.

Dla tych, co jednak nie wiedzą, piszę i objaśniam.

6 godzin w Centrum Zdrowia Dziecka z 3-miesięcznym noworodkiem.
W tym - wizyta u lekarza 7 minut plus pobranie krwi - 1 minuta.

Kto zgadnie, co robiłam przez pozostałe 352 minuty z 3-miesięcznym niemowlakiem w 32-stopniowym upale?
Czekam i liczę na inwencję twórczą :)

Za miesiąc wizyta z Sebastianem i Kasią. 
Wtedy będzie jeszcze śmieszniej - 5-latek na wózku inwalidzkim + 4-miesięczny noworodek, z tym, że - wnosząc po dzisiejszej wizycie - oboje przeważnie na rękach, lub - no dobra, mała podpowiedź do poprzedniego pytania - zwiedzianie kilometrów korytarzy w poszukiwaniu windy.

Już nie mogę się doczekać.

PS. Nie to, że marudzę, nie to, że się czepiam.
Ale czy NAPRAWDĘ nie da się zrobić NIC aby wizyta, która sprowadza się do 8 minut nie musiała trwać 6 godzin?
I czy na pewno jest tak, że wszystkiemu jest winny brak pieniędzy?

Ale pytań dziś nazadawałam...
Szkoda, że wszystkie przeważnie bez odpowiedzi.

niedziela, 6 lipca 2014

Mięśnie dla Mięśni

Ja już przebieram nóżkami w oczekiwaniu na powrót Sebastiana z wakacji, a czekanie umilam sobie rozkręcając naszą fundacyjną akcję Mięśnie dla Mięśni.

Dziś za nami kolejny fantastyczny mecz Warsaw Sharks.

Na zbiórce obecny był jak zawsze niezastąpiony i niezmordowany Precel, dla którego naprawdę pełny szacun, bo w tym upale naprawdę wymiękali wszyscy, poza Nim :)

Ja miałam w planach zabrać ze sobą moją najmłodszą latorośl, ale ze względu na wiek i naprawdę gorącą aurę, postanowiłam odtransportować ją na przechowanie do jak zwykle niezawodnej i niezastąpionej Cioci-Babci Eli na działkę rekreacyjną :)



Podczas gdy dziecię się relaksowało na ogrodowej huśtawce, my po raz kolejny stanęliśmy z puszkami, które dzięki hojności kibicow Sharków zapełniły się kolejną sumą zbliżającą nas do następnych zakupów do banku sprzętu.


Bardzo się cieszymy, że coraz więcej osób wkręca się w naszą akcję, nieśmiało wypada się pochwalić wsparciem ze strony Dobrosławy z Wawa NON STOP oraz Grzegorza Białasa czyli najlepszego zawodnika MMA jakiego znam :)

 Chłopcy z Warsaw Sharks naprawdę dali czadu, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak byli w stanie walczyć w tym upale.
Najważniejsze jednak, że na swoich kaskach mieli przyklejone znaczki z logiem Mięśnie dla Mięśni.



Kto nie był niech żałuje :)





piątek, 27 czerwca 2014

czwartek, 26 czerwca 2014

Nic nie muszę

Wiem, wiem, że to blog o Sebastianku, no ale jakoś tak mi dziwnie tak długo nie pisać, więc tym razem napiszę jednak o sobie :)

W wyniku fantastycznych zbiegów okoliczności nagle okazało się, że mam wakacje :)

Nagle nie muszę robić obiadów, obierać syna z przedszkola, organizować rehabilitacji...
Co ciekawe - nie muszę nawet chodzić do pracy, dzięki mojemu drugiemu - równie cudownemu dziecku :)

Co prawda dziecko nr 2 trochę jednak daje znać o sobie i chodzę lekko niewyspana, no ale przypominając sobie wakacje ze znajomymi jeszcze parę lat temu, nie przypominam sobie żadnych, na których wyspana bym była, więc jest w porządku :)

A ostatnio zaliczyłyśmy babski weekend - razem z Ciocią Babcią Elą występującą częściowo w roli niani, dzięki czemu mogłam spokojnie do późnej nocy przygladać się jak inni szaleją :)



A tymczasem z utęsknieniem czekamy na chłopaków.

Sebastian oczywiście już drugiego dnia wakacji zaliczył w standardzie kaszel z katarem.
Nie obyło się bez lekkiej paniki ze strony męża mego, łącznie z informacją z jego strony, że Sebastian ma wodę w płucach i ogólnie to wracają, żądaniem natychmiastowego przysłania nebulizatora oraz informacji, że nastąpiła ogólna katastrofa.
Okazało się jednakże, że wysłany przeze mnie nebulizator, który dolechał do nich w ciągu dwóch dni roboczych, nie jest już potrzebny, bo właśnie Sebastianowi już wszystko przeszło, właśnie kąpią się w morzu a z tą wodą w płucach to źle zrozumiał :)

Tak czy inaczej - chłopcy szczęśliwi, my szczęśliwe, jednym słowem
WAKACJE





wtorek, 17 czerwca 2014

Wyjechali na wakacje

Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni...
No może nie wszyscy a z tych, co wyjechali - nie wszyscy podopieczni, ale i tak jest nieźle :)
Przede wszystkim wyjechał główny podopieczny, czyli bohater tego bloga wraz z Ojcem swym a mym mężem.
Co prawda upchnąć drugiego dziecka do walizki się nie dało (chociażby z powodów czysto technicznych, faceci, mimo równouprawnienia jakoś nie rwą się do karmienia piersią), ale i tak jest nieźle.


Na wypadek, gdyby mi się bardzo tęskniło, zrobiłam chłopakom na pożegnanie pamiątkowe zdjęcie, ale póki co nie mam wiele czasu na tęsknotę, gdyż mała podopieczna nr 2 również nie pozwala mi się nudzić.

Chłopcy smażą się na plaży, moczą pupy w morzu a ja smażę się na balkonie i moczę nogi w misce :)

Tak czy inaczej - ogłaszam dwutygodniowy urlop.
No, chyba, że dotrą do mnie jakieś fantastyczner wieści, wtedy na pewno się podzielę :)


A mi póki co marzy się taka oto sytuacja:


Póki co sytuacja czysto teoretyczna, ale - jedno wiem po latach - że zacytuję klasyka.  
Zrozumie tę pieśń jedynie ten, który dzieci posiada... :)



wtorek, 10 czerwca 2014

Obiadek

Jak widać po bohaterze tego bloga, nie należy on do specjalnych obżartuchów.
Owszem, zje wszystko ale w ilości nie większej niż parę gryzów na raz.

Temat jedzenia spędza mi sen z powiek, robię więc wszystko, aby jakoś zachęcić syna do jedzenia.
Ostatnio przy obiedzie Sebastian stwierdził, że chce zjeść ziemniaki z cukrem (pomysł zapewne wpadł mu do głowy ze względu na fakt, że od tygodnia mu truskawki z cukrem wciskam :)  ).
Jako że celem moim jest, aby zjadł cokolwiek, na ziemniaki z cukrem nie protestowałam.

Sebastian stwierdził, że pyszne.

A następnie, że spróbuje też kotleta z cukrem.
Jasne, nie ma sprawy, jedz z cukrem co chcesz synku.

Sebastian stwierdził, że również pyszne.

Historia właściwie zostałaby przeze mnie zapomniana, gdyby nie fakt, że mój przezabawny mąż z poważną miną zagaił do Sebastiana, że jak takie pyszne, to może i mamusia by spróbowała.

Sebek oczywiście podchwycił temat i stwierdził, że nie będzie jadł, dopóki ja też nie spróbuję kotleta z cukrem.

No cóż, macierzyństwo wymaga poświęceń.
A męża uduszę.



poniedziałek, 2 czerwca 2014

Zbiórka

Kolejny krok milowy w budowaniu Fundacyjnego Banku Sprzętu za nami.

W sobotę po raz pierwszy zbieraliśmy pieniądze w ramach projektu Mięśnie dla Mięśni.
Sebastian oczywiście wiedział, jak sobie zorganizować przestrzeń i od razu wpadł w ramiona cheerliderek :)


Poza tym w ramach rozdawania ulotek robiliśmy akcję podjazdową, to znaczy Sebastian z ulotkami w ręku podjeżdżał z szaloną miną do kibiców i wręczał ulotki :)

Byliśmy baardzo zaskoczeni, że tak wiele osób wsparło naszą akcję i w ramach wolontariatu poświęciło swóje wolne sobotnie popołudnie aby nas wspomóc.

Sebastian własnoręcznie zrobił puszki, które następnie zostały komisyjnie poplombowane.


Okazało się, że mimo poważnego celu, bawiliśmy się bardzo dobrze, że zbieranie pieniędzy do puszek to również miłe spędzanie wspólnego czasu, no i oczywiście mogliśmy pooglądać super mecz futbolu amerykańskiego :)

Królowązbiórki była mała Ola, która z miną anioła podchodziła do każdego i prosiła o wsparcie naszej akcji :) 
Wygląda na to, że idziemy do przodu !





sobota, 31 maja 2014

Rzęsy

Dzięki naszemu nowemu członkowi rodziny nauczyłam się ostatnio chodzić na rzęsach...

Nasza córeczka jest przefantastyczna, tyle tylko że posiada sobie jedną cechę wspólną dla małych dzieci - uważa, że noc nie służy do spania...

Tak więc na rzęsach właśnie pakujemy się z Sebastianem do samochodu i lecimy na Targówek na mecz Futbolu Amerykańskiego i zbiórkę Mięśnie dla Mięśni.

Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak chodzę na rzęsach, ma jedyną niepowarzalną okazję właśnie dziś na Łabiszyńskiej 20 

Wpadajcie :)


środa, 28 maja 2014

Dzień Matki

Oficjalnie odwołuję to, co zawsze myślałam o tych matkach-histeryczkach, które zalewają się łzami na przedszkolnych przedstawieniach, podczas ogladania nieudolnych występów swoich dzieci nieśmiało dukających wierszyki pt. "kocham cię Mamo".

Oficjalnie odwołuję, bo w piątek dołączyłam do grona rozhisteryzowanych matek - wariatek, a przecież nie będę sama o sobie mysleć źle ;)

Otóż w piątek podczas przedszkolnego występu z okazji Dnia Mamy i Taty najpierw rozkleiłam się przy piosence "Kaczka Dziwaczka", gdzie mój syn oczywiście najleiej na świecie recytował pierwszą zwrotkę.

Potem łzy leciały już niepohamowanymi strumieniami przy tekstach typu 
"Mamo, mamusiu, tato, tatusiu, moje życie mam dzięki Wam" i inne takie.

No i punkt kulminacyjny, czyli apogeum tego, co mogłabym o sobie pomyśleć, gdybym tylko odważyła się spojrzeć na siebie z boku, czyli przy piosence weselnej "Cudownych rodziców mam" wręczanie własnoręcznie zrobionych laurek.

Do przeczytania laurki podchodziłam 4 razy, bo przy 2 wersie zalewałam się łzami i nie mogłam czytać dalej, gdyż po pierwsze próbowałam odpowiadać przy okazji na pytanie dziecka mego - dlaczego płaczę, a po drugie próbowałam niezauważać miny mojego cudownego i zawsze wspierającego w takich chwilach małżonka, jednocześnie próbując zapomnieć, co sama o sobie mogłabym pomysleć, gdyby...

Tak czy inaczej - najważniejsze to umieć się przyznać do błędu.

Od tej pory moje oficjalne stanowisko odnośnie ryczenia na widok dukających 5-latków brzmi - tylko dziwaki nie płaczą na ten fantastyczny, przewspaniały i jakże wzruszający widok :)


poniedziałek, 19 maja 2014

Urodziny

Dziś Sebastian skończył 5 lat.
Z tej okazji wyprawił pierwszą w życiu imprezę urodzinową:)
Pomimo namawiań, próśb i tysiąca innych propozycji Sebek pozostał nieugięty i zażyczył sobie, aby przyjęcie odbyło się w sali zabaw z kulkami.

Mój szanowny mążoczywiście był z tego powodu przeszczęśliwy, gdyż wizyta w takim miejscu zwykle wiąże się z lataniem po zjeżdżalniach za dzieciakami z Sebkiem na rękach.
No ale urodziny to urodziny, nie ma przebacz :)

Impreza udała się fantastycznie, Sebek był tak szczęśliwy i podekscytowany, że przeżywał jeszcze przez sen, szanowny małżonek natomiast po powrocie do domu zasnąłna kanapie z wycieńczeia :)

Ja, ponieważ jestem świeżo po porodzie no i nie mogę nosić ani się przemęczać, skupiłam się na zabawianiu gości rozmową oraz konsumowaniu upieczonego własnoręcznie serniczka.
Najlepsze urodziny syna ever ;)

Urodziny odbyły się w klimacie Scooby Doo - Scooby przyniósł tort, zresztą ze swoją podobizną, a syn wystąpił w charakterze Spidermana.
Zresztą - zobaczcie sami :)




















środa, 14 maja 2014

Pierożki

Posiadanie drugiego, nowego dziecka wiąże się z wieloma nowymi doświadczeniami.
Jednym z nich jest posiadanie czasu wolnego, oraz stan umysłu, który nie pozwala na żadne działanie wymagające myślenia na poziomie dłuższym niż 3 sekundy.
Stan owy spowodowany jest chronicznym niewyspaniem, jak to przeważnie bywa u matek posiadających miesięczne dziecię :)

Tak czy inaczej zamiast użalać się nad sobą, postanowiłam poświęcić się zajęciom bardziej przyjemnym niż myślenie lub też czynności myśleniozależne i oddaję się błogim przyjemnościom.

Jedną z nich jest gotowanie i - co jeszcze lepsze - konsumowanie :)

Zazwyczaj gotowanie fantastycznych potraw kończy się na poziomie ich planowania i zakupu składników, a potem z braku czasu robieniu z nich czegokolwiek na obiad.

Stanąwszy przed wyborem - odchudzać się po porodzie czy zacząć realizować od dawna poodkładane przepisy wybór był prosty...

Dziś więc dla odmiany - gruzińskie pierożki chinkali.
To aromatyczne sakiewki z ciasta, które skrywają w sobie mięsny farsz z kilku rodzajów mielonego mięsa, świeżej kolendry, pietruszki i czosnku, zatopiony w aromatycznym rosołku, który trzeba umiejętnie wypić rozgryzając pierożka...

Smakowały nawet Sebastianowi, który w bonusie dostał jeszcze parę sztuk z truskawkami.

Mniam :)

PS. Gdybyście mnie szukali na następnym Wekendzie ze SMA-kiem - ta tocząca się kulka to bedę ja :)
Tocząca się, ale szczęśliwa :)