wtorek, 29 listopada 2011

Uszkodzona mama

W sobotę postanowiłam udać się na spacer z Sebastianem.
W związku z tym zapakowałam go do wózka i wyszliśmy na podwórko.
Wtedy nagle wyleciał z zza rogu nasz ukochany pieseczek, który w ferworze zabawy z piłką wpadł wprost w moje nogi.

A konkretniej - wprost w moje pobolewające od paru dni lewe kolano.
Ponieważ pieseczek nie należy do małych, ledwo utrzymałam się na nogach po tym zderzeniu.
Efekt jest jak zwykle czarujący, czyli mianowicie taki, że teraz lewe kolano z fazy pobolewania weszło w fazę konkretnego bólu, prawe natomiast z fazy niebolenia przeszło do pobolewania.

Żyć nie umierać :)

A poniżej portret pieseczka dla pełnej jasności obrazu.


1 komentarz:

  1. Rany jak tego brzdąca kocham!!!!!!!
    Ciebie zresztą też!!!

    OdpowiedzUsuń