sobota, 14 października 2017

Jesienna sobota....

Dzisiejszego poranka po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy obudziłam się i nie musiałam nic... 
Mogłam sobie po prostu leżeć i nic nie robić, po prostu bajka :)
Ale ten stan oczywiście nie mógł trwać zbyt długo, gdyż moje drugie ja leżenia i nicnierobienia nie znosi.
Jakoś tak więc wyszło, że do 15.00 mamy już za sobą spacery, zakupy, pieczenie rożków francuskich z owocami, oraz poczynione plany na popołudnie w postaci wyjścia z dzieciakami do teatru...

Ale oto pół godziny temu przyszedł do nas kolega Sebka i bawią się w najlepsze.
Z dobiegającymi mnie dyskusjami typu:
- Wiesz, że od gier można dostać padaczki?
- Co to są potaczki?
- Nie wiem ale można ich dostać.

Wygląda na to, że dzieciaków do teatru wyciągnąć się nie uda, a ja będę skazana na odpoczynek.
Nie wiem jak się odnajdę w tej sytuacji :)
Całe szczęście że na jutro zaplanowałam milion atrakcji już od rana :) 

sobota, 7 października 2017

Dziękujemy!

Bardzo dziękujemy WSZYSTKIM, którzy wzięli udział w dzisiejszym biegu dla Sebastianka!
Przede wszystkim dziękujemy organizatorom, dzięki którym odbyło się tak fantastycznie i wspaniale przygotowane wydarzenie! Dziękujemy wszystkim uczestnikom i oczywiście wszystkim osobom, którzy wsparli Sebastianka!
Naprawdę dziękujemy z całego serca za to, że tak bardzo nas wspieracie, za to, że dajecie nam siłę i energię do działania i oczywiście za wsparcie finansowe na rehabilitację i sprzęt, którego nie jesteśmy w stanie kupić bez Waszej pomocy!

wtorek, 3 października 2017

Bieg dla Sebka już w tą sobotę!

Już w najbliższą sobotę widzimy się na biegu! 
Tyczasem przedstawiamy program imprezy :
10:00 Otwarcie Biura Zawodów
11:30 Rozpoczęcie
11:40 -12:00 Rozgrzewka Biegu dla dorosłych
12:00-13:00 Bieg dla dorosłych (dystans 5 km, limit 200. uczestników)
13:00-13:15 Rozgrzewka przed Biegiem dla dzieci
13:15-14:00 Bieg dla dzieci (dystans ok. 400 metrów, limit 50. uczestników)
14:00-14:30 Lekcja fitness
W trakcie imprezy czekają na Was dodatkowe niespodzianki 🎁🎁🎁 Mamy nadzieję, że będziecie z nami! 🙂

poniedziałek, 25 września 2017

Biegnijcie z nami dla Sebka!

Zapraszamy do wzięcia udziału w charytatywnym „Biegu z energią dla Sebastianka”!
Akcja jest organizowana w ramach programu wolontariatu pracowniczego PGE „Pomagamy”.

Bieg na dystansie 5 km odbędzie się 7 października w Parku przy Bażantarni.
Zapraszamy już od godziny 11:30. Biuro zawodów czynne już od godziny 10.00.
W ramach wydarzenia przewidziane są liczne atrakcje, m.in.: 

- bieg dla dzieci, 


- sprzedaż ciast, 
- malowanie twarzy, 
- lekcja fitness.



Zapisy i wpłaty można dokonywać przez stronę:
Koszt pakietu: 25 zł

Kwota w całości przekazywana jest na rzecz Sebastianka.

Partnerzy biegu:

czwartek, 14 września 2017

Krakowska zagadka wyjaśniona ;-)

W ubiegłym roku Sebastian marzył o wycieczce do Krakowa.
Jakoś tak wyszło, że marzenia nie udało się zrealizować.

Dlatego też, kiedy okazało się, że Fundacja TVN zaproponowała Sebastianowi udział w spocie Fundacji - uśmiechy od ucha do ucha pojawiły się na naszych twarzach.

Nie tylko dlatego, że dzięki temu staniemy się podopiecznymi Fundacji i będziemy mieli szansę na uzyskanie dofinansowania do rehabilitacji.
 Nie tylko dlatego, że udział w takim spocie to wspaniała przygoda i możliwość zobaczenia, jak wygląda praca filmowców "od kuchni".
Również dlatego, że zdjęcia miały odbywać się właśnie w Krakowie :)

Była więc okazja na spełnienie marzenia.

Do Krakowa przyjechaliśmy całą rodzinką.
Już następnego dnia o 10.00 rano rozpoczynały się zdjęcia.
Wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie.

Była pani makijażystka, stylistka, pełno kamer, przewodów, świateł...

A gwiazdą ekranu i gwiazdą wydarzenia był oczywiście Sebastian :)

Już po skończonych zdjęciach Sebastian stwierdził, że tylu ludzi zawsze mu pomaga, a on bardzo chciałby pomóc innym bardziej potrzebującym od niego dzieciom...
Mamy nadzieję, że dzięki temu nagraniu Fundacja TVN pomoże wielu, wielu dzieciakom!

A na Facebookowej stronie Sebastiankowa możecie obejrzeć efekty tej pracy :)








piątek, 1 września 2017

Gołębie wawelskie

Niedawno odkryliśmy morze zimą.
W tym roku tak się złożyło, że wypadły nam góry latem :)
A konkretnie - Kraków!

W ubiegłym roku Sebastian dorwał u babci książkę pt. Legendy polskie.
Oczywiście większość legend była o Krakowie, Smoku Wawelskim itp, więc obiecaliśmy mu wycieczkę ich śladem.
Plan - co prawda dopiero w tym roku - ale w końcu został zrealizowany :)

Oczywiście głównym punktem programu było gonienie gołębi na krakowskim rynku. Do tego stopnia, że legendy o Wieży Mariackiej i te wszystkie inne jednak zeszły na dalszy plan  :) 

Udało nam się też odwiedzić Wieliczkę - tutaj najbardziej zachwycona była Kasia. Jak tylko pan przewodnik poinformował nas, że można polizać kawałek ściany, Kasia z dziką radością przystąpiła do działania. I lizała ściany.
Wszystkie.
Do końca wycieczki po kopalni.
A pod koniec już wprawnym okiem patrząc na ścianę idealnie wskazywała gdzie pomiędzy kamieniami pojawiały się solne fragmenty...
W wieliczkowych tężniach wypisane już były ławki, podłoga i poręcze.
Siłą musieliśmy odrywać ją od lady w sklepie z solą :)

Za to Sebastian nie byłby sobą, gdyby nie zaopatrzył się we wszelkiego rodzaju smoki - pluszowe, latające, stojące...

No tak, ale po co my właściwie w tym Krakowie byliśmy?
Dowiecie się już w następnym wpisie ;)








sobota, 26 sierpnia 2017

Bieg dla Sebastianka!

Wolontariusze PGE organizują „Bieg z energią dla Sebastianka”
Zapraszamy mieszkańców Dzielnica Ursynów m.st. Warszawy - i nie tylko - do wzięcia udziału w charytatywnym „Biegu z energią dla Sebastianka”. Bieg na dystansie 5 km odbędzie się 7 października w Park Przy Bażantarni. W ramach wydarzenia przewidziane są liczne atrakcje, m.in.: bieg dla dzieci, aukcja obrazów i fotografii, sprzedaż ciast, malowanie twarzy, lekcja fitness.
 Zapraszamy już od godziny 11:30.

Bieg organizowany jest na rzecz 8-letniego Sebastianka, podopiecznego Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą". 
Akcja jest organizowana w ramach programu wolontariatu pracowniczego PGE "Pomagamy".   Partnerem biegu jest organizator Bieg Chomika, który również organizowany jest w Parku przy Bażantarni.
 Zapraszamy wszystkich do udziału w biegu i wspólnej zabawy.

Aby wykupić pakiet startowy na „Bieg z energią dla Sebastianka” należy dokonać przelewu w kwocie 25 PLN na konto:  
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
Tytuł przelewu: "13857 SEBASTIAN GÓRNIAK – Pakiet startowy dla (imię i nazwisko uczestnika biegu)”

Kwota w całości przekazywana jest na rzecz chłopca.
Jeżeli ktoś nie ma ochoty na wspólne bieganie, a chciałby pomóc chłopcu, również może dokonywać wpłat na powyższe konto z tytułem wpłaty : 13857 Sebastian Górniak – Darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.



środa, 23 sierpnia 2017

Weeeknd ze SMA-kiem

Mamy sierpień.
Sierpień to znak, że kolejny Weekend ze SMA-kiem za nami.
Ten jednak był zupełnie wyjątkowy.

Pierwszy raz rozmawialiśmy o tym, że to o czym tak bardzo marzymy, czyli lek na rdzeniowy zanik mięśni jest.
Jest, istnieje i naprawdę niesie poprawę! 

Tak, biorąc pod uwagę fakt, że SMA to choroba postępująca, już samo zatrzymanie choroby jest wielkim sukcesem.
A tu jeszcze slajdy pokazujące, że ponad połowa z osób przyjmujących lek pokazuje znaczną poprawę ruchową..

Oczywiście lek nie jest jeszcze dostępny dla polskich pacjentów, ale mam szczerą nadzieję i wiarę w to, że na przyszłej konferencji będziemy omawiać dostępność refundowanego leku dla Sebka...

Tak tak, teraz powinno być gładkie przejście do naszych osobistych wrażeń z konferencji, oraz parę zwyxzajowych fotek.
Tyle tylko że... fotek brak :) 

Otóż na czas konferencji upchnęliśmy naszą młodszą księżniczkę do Cioci Babci Eli, natomiast Sebastian pojechał z nami...
I to by było na tyle.
Po prostu przez całe 2 dni konferencji nie mieliśmy zielonego pojęcia, co konkretnie porabia nasz syn.

Widywaliśmy go na śniadaniu, które jadł z prędkością światła, gdyż musiał natychmiast i koniecznie w tej sekundzie jechać do kolegów i koleżanek do tajnej bazy, z której wyłaniali się na czas obiadu i kolacji, przemykając jedynie czasami po hotelowych korytarzach.

W bandzie była również Lia - ulubiona koleżanka z Anglii, z którą Sebek uwielbia spędzać czas, a która to ma identyczny wózek jak Sebek, więc obydwoje szaleli dzień i pół nocy.

Raz na jakiś czas otrzymywałam tylko rzeczowy telefon "jestem pod pokojem i muszę do toalety. SZYBKO".

I czasem tylko jakaś znajoma osoba zaczepiała mnie na hotelowym korytarzu z opowieściami typu: "Słuchaj, przed chwilą widziałam Twojego Sebastiana, zamówił sobie ciastko w kawiarni, pan kelner odsunął mu krzesło, Sebastian zjadł i odjechał. Powiedział, że zamawia na pokój"...
Cóż, te opowieści sprawdziły się przy opłacaniu hotelowego rachunku, a ja jakoś kolejny raz jednak zaskoczyłam się, jak to biedne niepełnosprawne dziecko na wózku umie sobie świetnie w życiu poradzić...

Do córki dzwoniłam kontrolnie w sobotę, ale nie mogła rozmawiać gdyż była z Ciocią Babcią na manicure....

Podsumowując - dzieci zachwycone, rodzice zachwyceni, to się nazywa weekend ze smakiem :)

A poniżej kilka zdjęć, w tym to jedno, na którym jednak widnieje Sebastian, ciekawe swoją drogą czy uda się go komuś dostrzec wśród tego tłumu... :)










niedziela, 6 sierpnia 2017

Złotówka za 10 minut

Syn od 3 dni siedzi i myśli.
Sen z powiek spędza mu zestaw Lego.
Zestaw nie byle jaki, podobno najlepszy, najcudowniejszy jaki kiedykolwiek został wyprodukowany....

Główny problem jednak polega na tym, że ów zestaw kosztuje jakieś 500 PLN, w związku powyższym moim skromnym zdaniem pozostanie na zawsze w sferze marzeń.

Syn jednak się nie poddaje, myśli myśli i wymyślił.
Stwierdził, że on na ten zestaw zapracuje.
Najpierw były lekkie negocjacje, czy aby nie da się dostawać zapłaty za jego zwykłe domowe obowiązki typu wyjmowanie prania.
No nie da się.

Potem były pomysły pomagania mi w pracy zawodowej, sprzedawanie jagód na targu, jeszcze parę innych propozycji...
Wreszcie wymyślił.

Wyrywanie chwastów.
Stawkę również wymyślił.
1 PLN za 10 minut wyrywania.

Pierwsze sukcesy za nami, dziś pierwsza wypłata pensji - wyszło całe 1,50 PLN.
Syn zachwycony i wniebowzięty.

Ja zachwycona podwójnie - nie dość że dziecko na świeżym powietrzu to jeszcze naturalna rehabilitacja, bo trochę się przy tym wyrywaniu namęczył...

No i stwierdził przy okazji, że jednak 500 PLN za klocki to chyba lekka przesada ;)



środa, 19 lipca 2017

Nie ten skład

Oczywiście najlepiej jeść wszystko bio i eko, najlepiej wyhodowane we własnych ogródkach doniczkach i zagrodach.

Ale jak wiadomo reklama dźwignią handlu i nie zawsze człowiek ma siłę, ochotę, czas oraz pokłady zaangażowania i cierpliwości w sobie, aby nie ulegać jękom i stękom przed półkami z kolorowymi chemicznymi produktami udającymi żywność.
Czasem też coś zdrowego i niekoniecznie ulubionego przełożone do atrakcyjnego opakowania stawało się nagle mega pyszne :)

Jakież więc było moje zdziwienie ostatnio, kiedy syn wróciwszy z Lata w mieście krzyczał od progu:
- "Mamo, jak mogłaś mi dać coś takiego na drugie śniadanie! Nigdy więcej nie kupuj mi tego jogurtu! Chcesz mnie otruć?"
- "Jakiego jogurtu" - pytam więc, gdyż od rana do popołudnia skład sebastiankowej śniadaniówki zdążył się ulotnić z mej głowy.
- "No tego. Z Angry Birds"
- "Nie smakował Ci?" Pytam lekko zaskoczona, gdyż dziwne stwory Angry Birds pokrywają nasze ściany i podłogi, polegują w szufladach, na półkach, łóżkach i ogólnie są dość dobrze widoczne w przestrzeni domowej.
-"Nie. CZYTAŁEM SKŁAD. Nie będę jadł żadnej chemii i to nie jest jogurt tylko chemia z cukrem. Nie będę tego jadł".

No cóż...
Wydawało mi się, że takich rzeczy jak czytanie wszystkich etykiet się nie dziedziczy, a tu jednak...

wtorek, 18 lipca 2017

Wakacje

U nas wakacje w pełni, ale na razie głównie za oknem :)
Na szczęście istnieje coś takiego jak Lato w Mieście, oraz koledzy pod blokiem :)

Efekt tego taki, że Sebastiana widzę głównie w weekendy, kiedy siłą pakuję go do samochodu i wywożę na działkę (wpakowywaniu zazwyczaj towarzyszą wrzaski typu "nieee, zostaw mnie, ja chcę zostać pod blokiem, czemu rujnujesz moje wakacje" ;) )
Musimy tym samym spinać się i walczyć z przykurczami, gdyż Sebastian za skarby świata nie jest w stanie wygospodarować czasu na rozciąganie, jedynie miks próśb, gróźb i przekupstwa pozwala mi na jako takie ogarnięcie tematów kolan, pleców i bioder.

A poniżej parę fotek, które generalnie skłaniają mnie w kierunku samozapytania - czy może nad morze czy jednak na nie ;) 







sobota, 1 lipca 2017

Definicja szczęścia

Jaka jest moja definicja szczęścia?
Bardzo prosta, wręcz trywialna...

Szczęście jest wtedy, gdy w ciepły letni dzień syn z kolegami wpadają na chwilę z podwórka do naszego domu po świeżo upieczony przeze mnie placek z truskawkami.
Wrzeszczą Ale pyszne! i biorą jeszcze po kawałku na drogę, bo muszą lecieć walczyć z potworami na osiedlowym podwórku...

Takie banalne dla innych a takie niesamowite dla kogoś, kto codziennie rano budzi się z niepełnosprawnym dzieckiem za ścianą.

Może i Sebek jeździ na wózku ale dzięki temu potwory podobno nie mają szans :)

środa, 28 czerwca 2017

Reset

Jest taki dzień, tylko jeden raz do rooookuuu...
Nie, to nie Wigilia.
I technicznie rzecz biorąc nie dzień ale weekend.
Weekend podczas którego godziny mijają jak minuty a dni jak godziny.

Tylko dla mnie.
Nie obchodzi mnie czy dzieci głodne czy najedzone, czy płaczą i czy mają czapki, nie myślę o rehabilitacjach, koflatorach, o SMA, przykurczach i o tym ile aktualnie kosztuje Spinraza.

Jednym słowem - reset.
Reset emocji, naładowanie baterii i totalny luz.
Gryf Party.
Dzięki i do zobaczenia za rok :)










i do

poniedziałek, 26 czerwca 2017

7 życzeń

Tak, wiem.
Dawno nie pisałam.
Nie dałam rady.

Podczas kiedy cały świat cieszył się z dopuszczenia na rynek pierwszego na świecie leku na SMA ja poległam psychicznie.

Zbierałam się do pisania z 800 razy.
Ale nie mogłam po prostu.
Nie tak wyobrażałam sobie ten dzień.

Kiedy byłam mała uwielbiałam serial 7 życzeń.
O takim chłopcu, który znalazł kota Rademenesa. Za uratowanie życia kot, który okazał się czarodziejskim kotem spełniał życzenia chłopca.
W każdym odcinku 1 życzenie.
I każde spełnione ale w taki sposób, że chłopak lądował w mega tarapatach i spełnienie życzenia stawało się katastrofą.

Od kilku lat czuję się jakby Rademenes zamieszkał że mną pod jednym dachem i również spełniał moje życzenia.
W podobny sposób.

Całe życie marzyłam o tym, aby mieć wspaniałe cudowne dziecko.
I śmiałam się, że będzie że mną mieszkać do 40-tki bo go z domu nie wypuszczę.
Marzenie się spełniło.
Mam cudowne wspaniale dziecko, które - wszystko na to wskazuje - będzie musiało mieszkać ze mną do czterdziestki, bo bez mojej pomocy nie jest w stanie otworzyć sobie drzwi, pójść do toalety, czy nalać wody do szklanki.
Jak 40-tki dożyje.

Od kilku lat marzyłam o leku dla Sebka.
Wiele razy wyobrażałam sobie, jak cudownie będzie usłyszeć, że choroba mojego syna już nie jest nieuleczalna.

Jednak dzięki Rademenesowi ten teoretycznie wspaniały dzień okazał się mało radosny.

Teoretycznie radosny bo teoretycznie dostępny.
Roczna kuracja to jakiś milion.
Milion złotych rocznie.
Do końca życia.

Nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać.

Oczywiście, wiadomo, czekamy na refundację, itp. itd.
Tylko że u nas liczy się czas.
Czas czas czas.
Z każdym kolejnym dniem głupia choroba zabiera mi moje dziecko.
Dzień po dniu niezauważalnie gołym okiem ale bardzo zauważalnie z perspektywy minionego czasu.

Cieszę się, że są dzieci, które już teraz dostały szansę, bo sama włożyłam wielki wysiłek, żeby mogło się tak stać.
Ale fakt, że inne dzieci mają szansę zdrowieć, nie sprawia jednak, że zdrowsze jest również moje dziecko.

Potrzebowałam trochę czasu, żeby to wszystko przetrawić. Ruszam do działania i już o niczym nie marzę.

Acha, i gdyby ktoś chciał slicznego czarnego kotka to właśnie jednego wyrzuciłam z domu.
Gdyby ktoś chciał przygarnąć Rademenesa to właśnie dziś oddałam to do schroniska.

poniedziałek, 29 maja 2017

Poczytanie

Takich się czasów doczekałam...
Ja sobie w pokoju herbatkę popijam a syn czyta młodszej siostrze bajki na dobranoc...

poniedziałek, 15 maja 2017

Instrukcja obsługi huśtawki

Ciepło wreszcie do nas zawitało, więc dla tych, którzy planują spędzenie słonecznego dnia na działkowym łonie natury polecam ogrodową huśtawkę.


Wraz z instrukcją obsługi:
1. Zjechać się 15 km z koleżanką po huśtawkę, kupować w sklepie w centrum handlowym po czym stać w deszczu na sklepowym parkingu pół godziny bo "odbiory mamy tam na tyłach centrum", a następnie "no coś się ta kłódka do magazynu zacięła".
2. Na działce zmotywować męża do skręcenia huśtawki 3. Od męża wysłuchać, że śrubka nie pasuje, nie ma tego pałąka, jak oni te instrukcje piszą itp itd 4. Od syna wysłuchać tego samego tylko powtórzone x 10

5. Od córki dowiedzieć się, że nie ten kolor 6. Wysłuchać mowy końcowej pt. "po co kupowałaś mówiłem Ci że widziałem tańszą, lepszą, ładniejszą i solidniejszą" + "tak mamo po co po co po co po co" 7. Wylądować na leżaku obok huśtawki żegnana słowami "mamo no idź stąd teraz my leżymy".
8. W ramach braku miejsca można ewentualnie zająć się gotowaniem obiadu.


piątek, 5 maja 2017

Tyłem w słup

Mieszkając w dużym mieście nie doświadczamy specjalnie zachowań określanych jako dyskryminację osób niepełnosprawnych.
Zazwyczaj Sebastian od razu zjednuje sobie zarówno dorosłych jak i dzieci i po kilku standardowych pytań typu "co to za wózek" i "a czemu nie chodzisz" oraz wymianie kilku pełnych zrozumienia uwag typu "a moja ciocia też miała zaniknięty mięsień w nodze jak miała złamaną" gładko następuje faza pozapoznawcza, czyli zabawa bez granic.

Ostatnio jednak byliśmy na działce, która jest położona uroczo pośród pól i łąk, zdecydowanie dalej od miasta.
Jako że jeździmy tam już dobrych parę lat, również szczególnej sensacji nie wzbudzamy.

Jednym słowem - na codzień naprawdę często zdarza się nam zapominać, że Sebastian jest niepełnosprawny i że dla kogoś wózek może być czymś dziwnym.

Wygląda jednak na to, że na naszej wiosce pojawił się ktoś, kto najwyraźniej z wózkami elektrycznymi oraz z małymi chłopcami na takich wózkach zbyt często się nie spotyka.
Bo gdy wybraliśmy się do naszego sklepiku w majówkowe popołudnie, pan wyjeżdżający spod tegoż sklepiku tak się na Sebka zapatrzył, że cofnął swoim pięknym autem prosto w metalowe ogrodzenie i tym samym skrócił samochód o dobre parę centymetrów...

Jak to mówią - ciekawość to pierwszy stopień do piekła...
Albo do blacharza  ;)

środa, 3 maja 2017

Dętka poszła

Pomimo ogólnie mało sprzyjającej aury udało się nam skorzystać z dobrodziejstw długiego weekendu i spędzić 2 dni na łonie natury.

Mimo wszystko postanowiliśmy otworzyć sezon działkowy.
Mąż mój ukochany jest uzależniony od koszenia, grabienia, kopania i innych tego typu czynności i mam wrażenie, że weekend majowy musielibyśmy spędzić na działce nawet przy gradobiciu.

Okazało się, że pogoda sprawiła nam niespodziankę i kiedy 2 maja kiedy dotarliśmy na nasze włości zaswieciło słońce.
Ja oczywiście zostałam "na ochotnika" zagoniona do zbierania i palenia gałęzi, które przez całą zimę spadały z drzew. Mąż zniknął gdzieś z młotkami, kluczami i bardzo zajętą miną i pojawiał się tylko od czasu do czasu łypiąc czujnym okiem, czy aby na pewno pracuję w odpowiednim tempie...

Jako że moje dzieci mają to do siebie, że kiedy w zasięgu wzroku jest mama i tata, uparcie łażą tylko za mną, uznałam, że jednak opieka nad dziećmi i noszenie gałęzi to stanowczo za dużo i postanowiłam zrobić sobie małą przerwę.
Stolik z taczki, kiełbaski nadziane na patyki a nad nami wspaniałe słoneczko :)

Za to 3 maja było już jak zwykle.
Czyli słońce za chmurami, 9 stopni w słońcu, po zimie tu puściła uszczelka, tam trzeba wymienić rurę...
A do tego z rana okazało się, że w wózku Sebastiana pękła dętka.
Dętka jak to dętka, ma to do siebie, że czasami pęka. Dlatego zawsze mamy zapasowe.
Zawsze, ale oczywiście nie wtedy, kiedy jest to najbardziej potrzebne i kiedy wszystkie sklepy są pozamykane...
Jako że na otwarcie sezonu działkowego zazwyczaj zabieramy milion rzeczy, dętki jakoś wypadły nam z głowy, zwłaszcza, że jeszcze nigdy nie mieliśmy z nimi problemu na działce.
No i nagle przypomniało się nam, jak to jest, kiedy człowiek nie chodzi.
I nie ma wózka elektrycznego.

Sebastian przesiedział cały zimny dzień na huśtawce przed domkiem.
Podczas gdy Kasia biegała po działce, Sebastian był uwięziony w jednym miejscu.
Na szczęście wieczorem wróciliśmy do domu, a ja już zaczynam zbierać na nowy wózek, bo ten który mamy obecnie już wkrótce będzie za mały...